Dzień dobry wszystkim. W dzień 1 marca, czyli pierwszy wtorek trzeciego miesiąca 2022 roku, dalej spoglądamy na wnętrze naszej Pawłowskiej Świątyni. W tej części naszej ekspedycji historycznej dowiemy się m.in. o działaniach przy naszym kościele Księdza Leona Raczkowskiego, jego perypetii związanych z dzwonami oraz o włamaniu do kościoła w 1922 roku. Doprecyzowując w dzień dzisiejszy będziemy się w kolejnej części przyglądać naszej Świątyni parafialnej od 1824 roku.
Świątynia parafialna od 1824 roku część 6
Pierwsza wojna światowa nie pomogła w pracach związanych z utrzymaniem w dobrym stanie kościoła i budynków plebańskich. Ks. Raczkowski, który w tym czasie opiekował się parafią, w liście do Konsystorza Generalnego w Gnieźnie pisze: „Budynki kościelne i plebańskie zastałem zaniedbane… Policja zagroziła zamknięciem domu komorniczego… Wybuchła wojna. Przeszkody piętrzyły się. Mimo to wykonania zamiaru odłożyć nie mogłem… Dziś kościół odnowiony…”. W tym samym roku, w którym przybył do Pawłowa odnowił wnętrze kościoła. Wybił dwa nowe okna od strony zachodniej i jedno w kruchcie. Wielki ołtarz został w 1927 roku przesunięty do ściany. Wtedy też przełożono dach. Pewną ciekawostką z tego okresu jest historia związana z dzwonami. W 1917 roku prawie pod koniec I wojny światowej Niemcy chcieli zabrać dzwony. Ostro sprzeciwił się temu ks. Leon Raczkowski. Z tej przyczyny przesunięto mu nawet tzw. notyfikację na urząd proboszcza w Pawłowie. Pomimo, że zarządzał nią od 1 czerwca 1914 roku to instytuowany został dopiero 14 stycznia 1919 roku. Prawdopodobnie ta postawa sprawiła, że Niemcy zabrali na cele wojenne tylko jeden, duży dzwon. W nocy z 23/24 marca 1922 roku dokonano włamania do kościoła. Ks. Leon Raczkowski określił je jako „wielkie świętokradztwo”. W bestialski sposób złodziej rozerwał tabernakulum zabierając kielich i puszkę. Hostie leżały porozrzucane przy tabernakulum, a jedna na ziemi. Proboszcz nie mógł sobie darować, że zapomniał po mszy św. zabrać kielich do domu, gdzie dla bezpieczeństwa przechowywał cenniejsze przedmioty takie jak monstrancja, oraz drugi kielich i puszkę. To, że nic więcej nie zginęło zawdzięczał czujności psów, które obudziły go około drugiej w nocy. Złodziej skorzystał z niedokończonej pracy kowala, który umacniał wszystkie wejścia do kościoła hakami i żelaznymi prętami. Na miejscu przestępstwa nie pozostały prawie żadne ślady, prócz świdra leżącego na ołtarzu. Włamywaczowi pomogła również zadymka śnieżna, która zatarła wszelkie ślady. Płot wokół kościoła oraz wzdłuż drogi przy sadzie leżącym przy plebani został w całości na nowo postawiony w 1916 roku.
Poniżej zamieszczam zdjęcia dzwonnicy opisanej w dzisiejszej informacji historycznej w Parafii pw. Św. Marcina w Pawłowie.


Życzę wszystkim ciekawego wtorku.
Z Panem Bogiem
Ks. Proboszcz
Radosław Plewa